Smaczna lista do zrobienia

 

Czy wiesz, że zadania na Twoje liście psują się jak owoce w lodówce? 

Przepisujesz je z dnia na dzień, odwlekasz w czasie, aż do momentu kiedy musisz koniecznie z nimi coś zrobić, bo ich termin ważności się kończy. Zauważ, że masz wówczas do takiego zadania ten sam stosunek jak do lekko nadpsutego jabłuszka, albo pomarańczki. Fuj.

Jak to się dzieje, że twoja lista zadań nie działa? 

Bardzo możliwe, że nie zastanawiasz się, co do niej faktycznie wpisujesz. Przede wszystkim wpisuj do niej zadania, nigdy projekty. Czym się różni jeden od drugiego sprawdź poniżej. Jeśli masz jakiś projekt podziel go na zadania i dopiero te wpisuj na swoją listę. 

No i... 

Priorytetyzuj, mierz czas, siły na zamiary tralalala blablabla. STOP!

Priorytetyzacja ważna rzecz, ale dobrze jest przyjrzeć się każdemu zadaniu na liście, ile może zająć czasu i jakich zasobów będziesz do niego potrzebować. W tym wpisie pokażę Ci rodzaje zadań i jak je skonsumować z przyjemnością. 

Zacznijmy od projektu...

 

Projekt to większe i złożone przedsięwzięcie, które składa się z poszczególnych zadań. Trwa najczęściej kilka dni, tygodni, a nawet miesięcy. Posiada zwykle termin ważności, do którego musimy go zrelizować. 
Uwaga: nie należy go wpisywać do dziennej listy zadań, ponieważ jest ono niedozrobienia w ciągu jednego dnia. 

Projekt traktuj jak arbuz. Podziel go na mniejsze części, do momentu, aż każda z nich będzie dla Ciebie łatwostrawna. Te możesz podzielić natomiast na zadania. A zadania to...

 

 

 

 

Zadania czereśnie są szybkie i łatwe do przełknięcia. Ot tak na jeden raz. Nie musisz się nad nimi zastanawiać. To może być odpowiedź na mail, krótki post na fanpagu, telefon do umówienia spotkania itd. Bierz je z listy zadań, wypluwasz pestkę i bierzesz następne.

 

 

 

 

 

Zadanie jabłko nie jest już takie łatwe jak czereśnia. Zwykle musisz poświęcić na nie więcej czasu i jest większe. Nie jest co prawda projektem, ale możesz go podzielić na mniejsze części, jak jabłko, albo po prostu je realizować odgryzając kawałek po kawałku. Możesz sobie zrobić przerwę podczas pracy, ale pamiętaj, że takie zadanie zachowuje się dokładnie tak samo jak miąższ jabłka. Im dłuższa przerwa tym zadanie wydaje się mniej apetyczne i ciężej za nie zabrać się z powrotem.

 

 

 

 

Istnieją też zadania orzeszki, które tylko pozornie wyglądają na małe i łatwe do przełknięcia. Nic bardziej mylnego. Często potrzebują wykonania zadań je poprzedzających, dodatkowego przygotowania lub dodatkowych zasobów. To może być przygotowanie oferty do klienta, które może wydawać się błahostką, a w rzeczywistości potrzebuje dodatkowego przygotowania.

 

 

 

 

Ale co to ma do rzeczy?

Ma bardzo dużo. Dzięki temu, że wiesz jakiego rodzaju masz zadanie do zrobienie będzie Ci łatwiej go zaplanować w czasie. 

Arbuz -  łatwej będzie Ci działać etapami. Nie musisz niczego robić od razu.
Czereśnia - masz chwilę między jednym spotkaniem, a drugim? Super, zadzwoń, odpisz na maila i odhacz zadanie z listy. 
Jabłko - wiesz, że musisz posiedzieć w skupieniu i żeby Ci nikt nie przeszkadzał najlepiej. Pomyśl, która pora dnia jest dla Ciebie najlepsza na takie zadania i działaj.
Orzeszek - łatwo go pomylić z czereśnią i podczas gdy wyda Ci się czymś szybkim, wprowadzisz się tylko w stan irytacji. Pomyśl, czy telefon, który musisz wykonać na pewno jest możliwy do wykonania w korku na ulicy. 

Ja sama także podchodzę na owocowo do swoich list zadań. Mieszam owoce robiąc najbardziej adekwatną do sytuacji mieszankę. Każde z zadań ma też przyporządkowaną ilość pomodoro. O tej technice możesz poczytać tutaj

A Ty? Jak podchodzisz do swoich list zadań?

bonzai napisał: "Nie, cele długoterminowe planuję wyłącznie metodą Bonzai :) Według mnie matryca Eisenhowera zupełnie nie nadaje się do tego typu planowania. Nie ma możliwości sprawdzania efektów, a co dopiero określenia celu. Matrycy używam tylko wtedy, gdy zdarzy się coś nieprzewidzianego w moich codziennych planach, np. choroba dziecka. Wówczas korzystam z niej przez dzień lub kilka, aż do momentu, gdy wszystko wróci do normy. Zazwyczaj, gdy morze jest spokojne wystarczy mi dobrze zrobiona lista taka o jakiej pisałam tu http://www.metodabonzai.eu/smaczna-lista-do-zrobienia/".
Kasia Kubiak napisał: "Na pierwszy rzut oka wydaje się dosyć skomplikowane :) Planujesz tak cele długoterminowe? Czy np. tygodniowe również?".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nie, cele długoterminowe planuję wyłącznie metodą Bonzai :) Według mnie matryca Eisenhowera zupełnie nie nadaje się do tego typu planowania. Nie ma możliwości sprawdzania efektów, a co dopiero określenia celu. Matrycy używam tylko wtedy, gdy zdarzy się coś nieprzewidzianego w moich codziennych planach, np. choroba dziecka. Wówczas korzystam z niej przez dzień lub kilka, aż do momentu, gdy wszystko wróci do normy. Zazwyczaj, gdy morze jest spokojne wystarczy mi dobrze zrobiona lista taka o jakiej pisałam tu http://www.metodabonzai.eu/smaczna-lista-do-zrobienia/

Na pierwszy rzut oka wydaje się dosyć skomplikowane :) Planujesz tak cele długoterminowe? Czy np. tygodniowe również?

Strona współfinansowana przez Unię Europejską ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Śląskiego na lata 2014-2020.

ue bonzai