Klient nasz pan, czy na szpan?

Tak? Ani pan, ani szpan.

Raczej morskie stworzenie, o którym możesz poczytać tutaj. Nie zależnie z którym z nich masz do czynienia to zdarzają się tarcia i wytarcia. 

To tu, to tam, ktoś narzeka na swojego klienta lub na odwrót. A że umowa niedoczytana po jednej, albo po drugiej stronie, albo przedmiot umowy jest nie taki jak powinien. Bo za te pieniądze mógł być lepszy, albo jest lepszy, ale nie za takie pieniądze.
 
Czasem bywa nieprzyjemnie, cierpko i w tragicznym razie bez dalszych kontaktów w przyszłości. Chociaż bywa i wesoło po obydwóch stronach. A przecież klient jest dla nas, a my dla niego. Uważam, że klient nie jest panem dyktującym nam warunki (nie uważam także, że jest moim szefem, ale to tak na marginesie i na inną historię). Tak samo jak nie uważam, że mam prawo wcisnąć cokolwiek klientowi, bo przecież on się na tym i tak nie zna i powinien być zadowolony, że kupił u mnie coś na co mogą sobie pozwolić nieliczni. Znów na marginesie dziwaczny dla mnie szpan jest także wtedy, gdy chwalimy się swoimi klientami premium, a nie tym co dla nich zrobiliśmy. 

Dość marudzenia dalej będzie o tych wesołych sytuacjach, które przydarzyły się autentycznie mnie i mojemu mężowi.
* dla niewtajemniczonych: projektujemy oboje wzory tkanin i tapet
 

Epizod 1 "Tylko dla wybranych"

Telefon do mnie. Głos w słuchawce odrobinę rozdrażniony.

- Halo? Czy kupię u pani firanę taką jak widziałam w Eurofiranach? 
- Niestety nie. Nie sprzedajemy firan.
- A dlaczego? Mam komunię dziecka i muszę mieć tą firanę. 
- W takim razie proszę o kontakt ze sklepem Eurofirany. Nie sprzedajemy firan, ani nie szyjemy ich. My projektujemy wzory między innymi na nie. Mogę polecić za to .. (niedokończone)
- Wiem, czytałam na stronie, ślepa nie jestem. Tylko, że ja nie chcę firanki od jakiejś tam szwaczki, bo to musi być bardzo gustowne. Dlatego chcę prosto od projektanta.
- W takim razie źle pani zrozumiała. Nie projektujemy wzorów upięć tylko wzory, które są na firankach. Kupują je od nas producenci, którzy takie rzeczy robią.
- Dobrze, to gdybym była producentem to by mi pani sprzedała tak? Świetnie (wypowiedziane ze świstem), winszuję podejścia, bo jeśli nie jest pani jakąś firmą krzak, to w taki sposób nic pani nie sprzeda.
 

Epizod 2 "Fajnie być fajnym"

Znów telefon do nas, tym razem w sprawie negocjacji cenowych.
 
- Robicie wspaniałe projekty. A pan jest naprawdę przesympatyczną osobą.
- Tak?
- Jesteście tak bardzo fajni a tacy drodzy. Dlatego gdyby pan trochę urwał trochę tu i trochę tu?
- I z ceny i z fajności?
 

Epizod 3 "Odwrócenie"

Telefon od pana z ofertą fantastycznego tabletu, który sprząta, pierze i gotuje.
- (po długim opisie oferty) Pani Ewo, uważa pani, że to wspaniała wiadomość, prawda?
- Nie.
- Dlaczego przecież (znów opis zalet rzeczonego tabletu) Na jaki adres go wysłać?
- Proszę nie wysyłać. 
- Ale przecież ta oferta to...
- Muszę się panu przyznać, ma pan tak uroczy tembr głosu, że mogłabym słuchać pana bez przerwy, dlatego będę negować wszystko co pan oferuje, byle tylko słuchać.
- yy... acha... <piiiiip>
 

Epizod 4 "Czasem warto.."

Spotkanie u klienta. Finalizowanie sprzedaży. Rzecz nie śmieszna, ale o tym jak można przesadzić.
- Tak, w przypadku pięciu projektów cena była by <podana cena>
- Acha, ale jakbym wziął cztery, ale za to dodatkowe pantonówki, to cena byłaby <podana cena>
- Tak.
- To gdybyśmy tu zaokrąglili z tymi pantonówkami, ale za to wzięli pięć projektów to...
- Moglibyście państwo jeszcze inaczej zrobić, bo ten projekt będzie bardzo różnie wyglądał w zależności od kolorów, a temu wiele się nie zmieni więc...
 
Dyskusja trwała długo z wszelkimi stosownymi obliczeniami. Wszystko zostało w końcu dogadane i podpisane. Potem w czasie podróży między nami:
- Ewa? Oni nie kupili w końcu tego piątego projektu?
- Nie, przecież nie pasowała im cena. Zapłacili więcej, bo chcieli więcej palet kolorystycznych.
- To czemu w rezultacie płacą jak za pięć projektów?
Rzeczywiście ktoś zaokrąglił w niektórych miejscach w górę i całość wyszła w końcu drożej niż na początku. Jeszcze tego samego dnia zadzwoniłam i porozmawiałam z klientem o tym co się stało. Owszem mogłam zarobić więcej przez tą sytuację, ale w tym przypadku spokój sumienia pociągnął za sobą jak się później okazało wdzięczność klienta, który nie tylko się z nami nigdy więcej nie targował, ale współpracowaliśmy z nim jeszcze bardzo długo.
 

Epizod 5 "Słuchaj uważnie"

Telefon, umówienie pierwszego spotkania z klientem. Strona w budowie, wiele się nie można dowiedzieć kto to.
Jedzie mój mąż ja przygotowuję wszystko: wzory umów, kanapki, pieczątki, pełną baterię w komórce, notes, kalendarz, długopisy, ołówki. I najważniejszą rzecz: teczkę z wybranymi pod klienta projektami według tego co się dowiedziałam przez telefon. Wzorki śliczne, wygłaskane, wymuskane, no w końcu tkaniny bluzkowe.
- Ewa! Idź do uchologa - dowiedziałam się od progu. - Oni produkują tkaniny wózkowe! Nie bluzkowe! Ale jakoś dałem radę. 
 
Tak to właśnie bywa, dlatego lepiej nie irytować się na kolejną poprawkę, czy kolejny telefon od konsultanta. Czasem my mamy humory, czasem klient. Klient wcale nie musi wiedzieć czym się różni RGB od CMYK, a ja nie muszę wiedzieć co to za tkanina SG4128r z wełny parzonej.
Myślę, że najważniejsze jest w tym wszystkim to, by nie walczyć ze sobą. W końcu to symbioza, a nie pasożytnictwo.
bonzai napisał: "Nie, cele długoterminowe planuję wyłącznie metodą Bonzai :) Według mnie matryca Eisenhowera zupełnie nie nadaje się do tego typu planowania. Nie ma możliwości sprawdzania efektów, a co dopiero określenia celu. Matrycy używam tylko wtedy, gdy zdarzy się coś nieprzewidzianego w moich codziennych planach, np. choroba dziecka. Wówczas korzystam z niej przez dzień lub kilka, aż do momentu, gdy wszystko wróci do normy. Zazwyczaj, gdy morze jest spokojne wystarczy mi dobrze zrobiona lista taka o jakiej pisałam tu http://www.metodabonzai.eu/smaczna-lista-do-zrobienia/".
Kasia Kubiak napisał: "Na pierwszy rzut oka wydaje się dosyć skomplikowane :) Planujesz tak cele długoterminowe? Czy np. tygodniowe również?".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nie, cele długoterminowe planuję wyłącznie metodą Bonzai :) Według mnie matryca Eisenhowera zupełnie nie nadaje się do tego typu planowania. Nie ma możliwości sprawdzania efektów, a co dopiero określenia celu. Matrycy używam tylko wtedy, gdy zdarzy się coś nieprzewidzianego w moich codziennych planach, np. choroba dziecka. Wówczas korzystam z niej przez dzień lub kilka, aż do momentu, gdy wszystko wróci do normy. Zazwyczaj, gdy morze jest spokojne wystarczy mi dobrze zrobiona lista taka o jakiej pisałam tu http://www.metodabonzai.eu/smaczna-lista-do-zrobienia/

Na pierwszy rzut oka wydaje się dosyć skomplikowane :) Planujesz tak cele długoterminowe? Czy np. tygodniowe również?

Strona współfinansowana przez Unię Europejską ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Śląskiego na lata 2014-2020.

ue bonzai