Kapitanie, nie pływaj bez sensu!

Jesteś niczym kapitan okrętu, gdy prowadzisz firmę lub jakiekolwiek przedsięwzięcie biznesowe. Stoisz za sterem - firmy, fundacji, bloga i dowodzisz z pokładu. Pokazujesz w różnych portach to co masz do zaoferowania i cieszysz się, gdy Twój skarbiec rośnie. 

A jeśli nie rośnie? Szukasz zatem, gdzie popełniasz błąd. Frustrujesz się, bo przecież robisz tak jak Ci nakazują różnej maści eksperci.

Jak zatem nie kręcić się w kółko i nie zatopić swojego okrętu?

Zostań Bonzai Kapitanem i miej gdzieś rady poniżej:

Wszystkie te eksperckie rady wprowadziłam u siebie na jednym z okrętów, który wypływał na nieznane mi wody. Za każdym razem wpływałam na mieliznę. Wtedy zaczęłam uważniej im się przyglądać zamiast wdrażać je od razu. 

Tych rad jest znacznie więcej. Niemniej jednak te trzy przewijają się najczęściej. 

Ilustracja muzyczna do owych rad. Czytając niżej będziecie wiedzieć dlaczego. 

Rada #1: Skup się na jednym!

Zgadzam się jeśli chodzi o skupienie się w tym samym czasie nad jednym projektem. Najczęściej jednak chodzi w tym przypadku o kanał dotarcia do klienta, albo jedną ofertę. 

Skupienie na jednym kanale

W pierwszym przypadku wybierasz kanał, który wydaje Ci się najlepszy. Na przykład tworzysz grupę na Facebooku, by budować relacje i w późniejszym czasie sprzedawać. Grupa rośnie jak na drożdżach. Ty robisz tam livy, do których przygotowujesz się cały boży dzień i jest fiesta, brokat i szampan.

Facebook zmienia politykę, albo konkurencja coś tam miesza i tracisz cały port Kapitanie. Zostajesz z niczym. Wybierasz następny kanał, który masz do dyspozycji i w którym coś tam w nim czasem robiłeś. Wszystko budujesz na nowo, ale już z mniejszym entuzjazmem. 

A co jeśli miałbyś kilka takich portów? 

Masz Fanpage z fajną grupą, interesujący profil na LinkedIn, ciekawy kanał na YouTubie. Każdy port rozwinięty w mniej więcej równym stopniu. Utrata jednego nie jest tak bolesna, bo masz jeszcze kilka do dyspozycji i w dobrym stanie.

Poza tym faktem jest, że odbiorcy spotykają się z Tobą w różnych portach. Jeśli regularnie czytają bloga to zapisują się na newsletter, przeglądają Fanpage, to bywają w grupie. Utrata zatem jednego z czterech portów wcale nie musi oznaczać utraty 25%. Częstokroć dużo mniej.

Jest w tym jeden haczyk, portów nie może być zbyt dużo, bo inaczej nie nadążysz w nich bywać. 

Skupienie na jednym produkcie

W drugim przypadku wybierasz sobie jeden jedyny produkt, który ma rozwiązać bardzo konkretny problem Twojego klienta. Na początku sprzedaż się kręci i jest dobrze.

Jednak zauważasz, że cały czas musisz walczyć o nowych klientów. Starzy nie ponawiają zakupu, jeśli już to sporadycznie. W sumie to czemu mieliby kupować od Ciebie cały czas to samo?

Ok. Może sprzedajesz fizyczny produkt, który się z czasem zużywa i klient może chcieć wrócić po nowy. Tyle, że skoro u niego coś Twojego zadziałało, chętnie zobaczy co jeszcze masz w skrzyniach na swoim okręcie. A Ty nadal pokazujesz mu to co już widział i ma. 

A co jeśli miałbyś kilka takich skrzyń? 

Jeśli ktoś Ci zaufał i kupił coś od Ciebie, może potrzebuje czegoś jeszcze? Po co ma szukać u konkurencji skoro możesz mu z łatwością zaproponować więcej? Poza tym czasy się zmieniają. Problemy zostają te same, ale rozwiązania już nie. 

Rada #2: Nie powtarzaj w kółko tego samego!

Pewnie, że nie powtarzasz. Projektujesz produkt, tworzysz go, przygotowujesz plan promocji, dystrybucji i moment kulminacyjny sprzedaż. Sprawdzasz efekty. Marnie i do bani. W takim razie wszystko ląduje w koszu i zaczynasz od nowa. 

A gdybyś powtórzył wszystko raz jeszcze? 

Zmienił nieznacznie to co wiesz, że na pewno nie zadziałało? Wzmocnił to co zrobiło najlepszą robotę? Wiele elementów nie musisz wprowadzać na nowo, co zaoszczędzi Ci sporo czasu. Wszak właśnie po to jest feedback z rynku, by nie eliminować tego co do luftu, a usprawniać.  

Rada #3: Daj coś darmo, a potem poczekaj na klienta

Dajesz całe mnóstwo próbek, wersji demo, bo przecież musisz robić szum. Szum na początku się rzeczywiście tworzy i to całkiem spory. Ludzie się gromadzą ciekawi co będzie dalej.

Nie ma już nic, bo przecież nie rozdasz wszystkiego za darmo, a społeczność nie jest tak duża jeszcze, by można było coś sprzedać. Nikt nie lubi czekać więc odchodzą.

Stajesz w takim razie na beczce na środku portowego rynku, zwołujesz ich na nowo i tworzysz lejek sprzedażowy. Najpierw coś darmo dla przyciągnięcia uwagi, potem coś małego, bo przecież trzeba zbudować relację. W końcu znów nie masz komu pokazać oferty, bo nikomu się nie chciało czekać aż wpadnie do Twojego lejka na sam dół.  

A gdybyś dał coś za darmo i od razu pokazał wersję płatną?

Ktoś, kto potrzebuje już teraz rozwiązać swój problem może nie chcieć bezpłatnej próbki. Bardziej będzie usatysfakcjonowany z jakiegoś darmowego bonusu przy zakupie.

Nie piszę, że lejki sprzedażowe to zło, wszak sama z nich korzystam. Chodzi mi o to, że podejmowanie decyzji przez klienta jest różne zarówno pod względem czasu, jak i przygotowania. Dlaczego więc nie dać mu od razu wyboru? Dlaczego nie dasz mu małej perły, od razu mówiąc, że na statku masz ich do sprzedania znacznie więcej?


Na koniec podkreślę, że nie jestem ekspertem do spraw marketingu i sprzedaży. Popatrzyłam na te rady pod względem planowania i ekonomii wykorzystywania zasobów. Dopiero wtedy zauważyłam co z nimi jest nie tak. 

ue bonzai
KONTAKT:
BONZAI
ul. G. Zapolskiej 23
41-218 Sosnowiec

tel. 606 666 343
NEWSLETTER:

    Zapisz się do naszego newslettera!

    Proszę czekać..

    Dziękujemy za zapis do newslettera!

SOCIAL MEDIA:
Bonzai 2017 Wszelkie prawa zastrzeżone.