Jak długo trzeba czekać na efekty swoich działań?

Wszystko zależne jest od tego co chcesz osiągnąć.

Z planowaniem jest jak z rzeżuchą,  jabłonią, albo dębem. Co sobie posadzisz to sobie zbierzesz, jednak kiedy osiągniesz zamierzony efekt zależne jest od wielu czynników. To trochę jak z hodowlą roślin. 

Rzeżucha rośnie szybko,

5-6 dni i możesz ją wykorzystać do wiosennej kanapki. Niestety nie da się jej ani przechować, ani przetworzyć. Jest jak działanie jednorazowe, które nie zawsze potrzebuje szczegółowego planu. Efekt jest także na raz: zrobione, zamknięte, zapomniane by nie obciążać sobie głowy. To ostatnie szczególnie ważne, gdy z owym działaniem wiązał się stres lub jakakolwiek nieprzyjemność. 
Czy jednak nerwy były czy nie, to na koniec przepełnia nas przyjemnie uczucie związane z zamknięciem projektu. Rzeżucha nabiera smaku większego lub mniejszego sukcesu i w razie klęski nieurodzaju motywująco działa przypomnienie sobie tego smaku. Bo przecież... 

Są cele, które nie wymagają rozbudowanych strategii. 

Taki plan działania, gdy przybiera formę rzeżuchy wcale nie oznacza, że jest zły. 
Przykładem może być uporządkowanie dokumentów, czy napisanie oferty. To cele, które często nie wymagają wiele więcej prócz zapisania, że należy się nimi zająć. Często przybierają formę zadań niż projektów. Gorzej, jeśli ową rzeżuchą okaże się cel, który powinien przynieść długotrwały efekt. Rzeżucha nie powinna się pojawiać przy budowaniu nawyków.
Czy zdarzyło Ci się, że coś wdrażałeś, ucieszyłeś się z pierwszych efektów i spocząłeś na laurach?
Bywa, że przyczyną może być prokrastynacja. Jeśli ją o to podejrzewasz zobacz także ten wpis.
To właśnie efekt sadzenia rzeżuchy, zamiast mocnej zdrowej jabłoni, która wzrasta długo, ale owoce mogą pojawiać się jeszcze przez jakiś czas po tym, jak przestaniesz ją pielęgnować. 

Jabłoń to już długie planowanie

i długie oczekiwanie na rezultaty, ale gdy drzewko urośnie pojawiają się pierwsze soczyste jabłuszka. Można je zjeść prosto z drzewa i przechowywać lub przetwarzać dalej.

Są cele, które wymagają systematyczności.

Rozwijasz swoją firmę, cieszysz się z każdego dobrego miesiąca sprzedażowego, z każdego pozyskanego i zadowolonego klienta. To są Twoje jabłka, które potem możesz przetwarzać. Nadwyżki finansowe możesz zainwestować w nowe produkty, a usatysfakcjonowany klient może zarekomendować Twoje usługi następnemu.
Jednak, by tak się działo, proces rozwoju bywa długi i dość złożony. I w owej złożoności kryje się haczyk. Czy było tak choć raz, że chciałeś coś osiągnąć, ale kończyło się na ciągłym planowaniu?
Mogło się zdarzyć, ze potrzebowałeś sięgnąć po coś nieskomplikowanego - na przykład napisać ofertę, albo post na bloga. Szybko okazało się, że nie masz zdjęć, albo musisz sprawdzić co konkurencja w tym obszarze robi, a właściwie to gdzieś się podziało logo i musisz koniecznie zrobić sobie kawy. Wystarczyło zasadzić rzeżuchę. Usiąść, zacząć pisać, a kawą zająć się w nagrodę po skończeniu zadania. Przygotowanie zdjęć lub zaglądanie do konkurencji to następne działanie lub projekt.
Warto w takim razie sprawdzić, czy nie próbujemy dla zwykłej rzeżuchy wyciągać ogromnej doniczki.  Innymi słowy wynajdujemy sobie milion rzeczy, które wcale nie są tak bardzo potrzebne, by działać. 

Dąb to długie planowanie, ale ...

ale z jego owoców nie ma zbyt wielkiego pożytku jeśli nie jesteś dzikiem lub wiewiórką. Do czego w takim razie może się przydać hodowanie dębu i jakich celów jest on przykładem?

Są cele, składające się z efektów, których nie ma potrzeby mierzyć ilościowo i jakościowo.

Chcesz zadbać o siebie i jednym z Twoich celów jest sprawdzenie stanu Twojego zdrowia. Jak w takim razie zmierzyć wizytę u specjalisty pod względem jakości i ilości. Bardziej chodziłoby tu o odhaczenie każdego badania jako zrobione.

Takim dębowym celem polegającym na zdobywaniu żołędzi może być remont lub porządkowanie swojego biura. Poszczególne działania z tym związane możesz określić w czasie, ale porządek w regale z dokumentami albo jest, albo go nie ma. Ilość dokumentów, którą udało Ci się uporządkować raczej niewiele wnosi do całości. 

W dębowym planowaniu jedno działanie to jeden żołądź. 

Tu także można pomylić dąb z jabłonią. Odhaczanie zadań z listy jest przyjemne i proste tak bardzo, że zaczynamy zapominać o tym, że w niektórych przedsięwzięciach jakość projektów koniecznie musi być sprawdzana. 

Na przykład rozpoczynasz kampanię promocyjną w mediach społecznościowych. Robisz sobie w tym celu schemat Bonzai: określasz po co ta kampania i co ma dać, zbierasz potrzebne zasoby, rozpisujesz działania i odhaczasz to co zrobione. Jednym zdaniem zbierasz żołędzie zamiast jabłek. Co Ci da, że wrzucisz zdjęcie na Instagram boskiego projektu kuchni, który wyszedł z Twojej pracowni, jak nie wiesz i nie zastanawiasz się nawet jaki efekt chcesz tym działaniem uzyskać. 

Zanim zaczniesz planować, pomyśl najpierw o efekcie. 

Każda z tych roślinek jest bardzo dobrym sposobem planowania, ale wybór każdej z nich musi być podyktowany przez cel i efekty jakie chcemy osiągnąć. Można je też łatwo pomylić i źle zastosować. Nie powinno się jednak tak stać, gdy rozpoczniemy od centralnej zasady Bonzai - zasady Początku.

A Ty w jaki sposób rozpoczynasz planowanie?

 

bonzai napisał: "Nie, cele długoterminowe planuję wyłącznie metodą Bonzai :) Według mnie matryca Eisenhowera zupełnie nie nadaje się do tego typu planowania. Nie ma możliwości sprawdzania efektów, a co dopiero określenia celu. Matrycy używam tylko wtedy, gdy zdarzy się coś nieprzewidzianego w moich codziennych planach, np. choroba dziecka. Wówczas korzystam z niej przez dzień lub kilka, aż do momentu, gdy wszystko wróci do normy. Zazwyczaj, gdy morze jest spokojne wystarczy mi dobrze zrobiona lista taka o jakiej pisałam tu http://www.metodabonzai.eu/smaczna-lista-do-zrobienia/".
Kasia Kubiak napisał: "Na pierwszy rzut oka wydaje się dosyć skomplikowane :) Planujesz tak cele długoterminowe? Czy np. tygodniowe również?".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Nie, cele długoterminowe planuję wyłącznie metodą Bonzai :) Według mnie matryca Eisenhowera zupełnie nie nadaje się do tego typu planowania. Nie ma możliwości sprawdzania efektów, a co dopiero określenia celu. Matrycy używam tylko wtedy, gdy zdarzy się coś nieprzewidzianego w moich codziennych planach, np. choroba dziecka. Wówczas korzystam z niej przez dzień lub kilka, aż do momentu, gdy wszystko wróci do normy. Zazwyczaj, gdy morze jest spokojne wystarczy mi dobrze zrobiona lista taka o jakiej pisałam tu http://www.metodabonzai.eu/smaczna-lista-do-zrobienia/

Na pierwszy rzut oka wydaje się dosyć skomplikowane :) Planujesz tak cele długoterminowe? Czy np. tygodniowe również?

Strona współfinansowana przez Unię Europejską ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego w ramach Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Śląskiego na lata 2014-2020.

ue bonzai